-Mamo! Jestem!- wydaram się, ledwo przekraczając próg domu.
-No nareszcie...ileż można czekać?!- odpowiedział mi głos ojca. Poirytowana nie odpowiedziałam.
-Mów o co chodzi- pośpieszała go matka.
Czyżby ją też zżerała ciekawość?
-Więc...przeprowadzamy się! Dostałem dobrze płatną pracę w Londynie. Dom już kupiony- stałam jak wryta, nie mogąc uwierzyć w to co słyszałam.
-Co? Ty sobie żartujesz, prawda?- zdołałam wydukać nie panując na głosem.
-Idź się pakować. Wyjazd za trzy dni.
On żartuje! To nie może być prawda.
-Mamo?- zapytałam tylko, mając nadzieje, że może ona jest przeciwko temu całemu wyjazdowi.
-Co? Dom kupiony. Jeżeli praca jest lepiej płatna niż ta tutaj, to nie mam nic przeciwko. Może będziemy tam mega bogaci?- nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Ona naprawdę chciała ot tak się przeprowadzić. Zostawić tutaj to wszystko! W duszy wrzeszczałam ze złości.
-Ale przecież ja mam tutaj szkołę, przyjaciół, CHŁOPAKA- zaakcentowałam dobitnie ostatnie słowo-Nie zostawię, tego wszystkiego i ot tak wyjadę!
-Nie masz nic do gadania! Nic nie wskurasz błaganiami i tłumaczeniami, więc przejdźmy do sedna i idź się pakować-odpowiedział mi chłodno ojciec.
Nikt nie liczył się tutaj ze mną. No bo co ich obchodzi własna córka? Najważniejsze jest to żeby im było dobrze.
Nie płakałam. Nie chciałam pokazać, że jestem słaba. Nie im, nie tutaj. Nie chciałam pokazywać tego jak bardzo mnie to zabolało, Ericowi. To jeszcze dzieciak. Pobiegłam do pokoju, ale zamiast się pakować, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam. Nie zważałam na krzyki rodziców próbujących mnie zatrzymać. Nie wiedziałam dokąd biegnę. Po prostu jak najdalej stąd.
Jak się okazało nogi zaprowadziły mnie pod dom mojej przyjaciółki. Bez zastanowienia zapukałam, a następnie weszłam słysząc krzyk "otwarte". Zdruzgotana podeszłam do niej i tak najzwyczajniej w świecie ją przytuliłam. Vicky mieszkała sama, bo rodzice chcieli ją usamodzielnić, więc miałyśmy spokój.
Moja przyjaciółka miała bardzo dobry gust, ponieważ do tej pory nie mogę się nadziwić jak całkowicie sama urządziła tak dobrze mieszkanie. Miała ogromny salon z dużą skórzaną kanapą, kominek, szklany stoliczek i regał z książkami.
-Coś się stało?- zadała oczywiste do przewidzenia pytanie.
-Tak jakby- wyszeptałam i zwiesiłam głowę.
-Co?
-Przeprowadzam się- odpowiedziałam podnosząc głowę, patrząc na jej twarz i próbując cokolwiek z niej wyczytać. Zauważyłam w jej oczach jakby błysk. Zignorowałam go, bo może mi się wydawało.
Siadłyśmy na kanapie.
-Ale jak to?- zapytała
-Normalnie, przed chwilą się dowiedziałam- odpowiedziałam krótko.
-Gdzie?- zapytała po chwili.
-Do Londynu- powoli zdawałam sobie sprawę, że rozmowa jest strasznie dziwna, wręcz niezręczna, a ja chamska.
-Aż tam?!- niedowierzała.
-Też się zdziwiłam...nie mogę tego wszystkiego zostawić. Za dużo wspomnień. Ty, David, szkoła. Tak się nie da- zaczęłam się żalić.
-Rodzice nie zapytali się ciebie o zdanie?- przekręciła się siadając po turecku bliżej mnie.
-Właśnie nie! Nie obchodzi ich to, że nie chce jechać. Liczy się dla nich to, że będą zarabiali tam więcej kasy!- zdenerwowałam się.
-Idioci...nie możesz zostać?- zaproponowała.
To właściwie nie jest taki zły pomysł. Zostanę, znajdę pracę. Jakoś pogodzę z nią szkołę. Dam radę.
-To dobry pomysł! Czemu nie wpadłam na to wcześniej- uradowałam się. Ale moja radość była przedwczesna- Zaraz, zaraz. Jestem niepełnoletnia...
-No tak. Zapomniałam- zasmuciła się moja przyjaciółka.
-To co robimy?- zapytała po chwili
Nie odpowiedziałam, bo nie miałam co. Nic nie przychodziło mi do głowy. Totalna pustka.
-Nie mam pojęcia. Nie chce tego wszystkiego zostawiać- pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Ta bezradność mnie dobijała.
Siedziałam jeszcze długo u Vicky, ale starałyśmy się wykorzystać te prawdopodobnie ostatnie chwile razem i zeszłyśmy z tematu przeprowadzki. Spojrzałam na zegarek w telefonie, który pokazywał godzinę 20.43. Nie spodziewałam się, że będziemy aż tak długo rozmawiać.
-Vicky, dzięki za wszystko. Muszę wracać- przytuliłam ją.
-Nie ma za co. Możesz na mnie liczyć- odpowiedziała delikatnie się uśmiechając.
Wyszłam od przyjaciółki z tysiącem myśli krążących mi po głowie. Naprawdę nie wiedziałam co mam robić.
__________________________________________________________________________
Oto i jest rozdział 2! Podoba się? Osobiście mi nie...zawsze nie podoba mi się to co pisze :/ Może komuś przypadnie do gustu. Wyszedł okropnie krótki :O Postaram się, aby kolejne były choć troszkę dłuższe. Do następnego :)
LoLa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz