Sądziłam, że to życie jest nie do zniesienia, ale nie wiedziałam co zgotował dla mnie dalszy los. Pragnęłam zmian, więc je dostałam...
-Danielle! Wstawaj wreszcie!-do moich uszu dobiegł krzyk mojej mamy z parteru. Mimo, że od jakichś dobrych 40 minut nie spałam, to mama, tego nie zauważyła i przypomniała sobie o tym, że przydałoby się mnie obudzić o 7.30.
-Idę...-wymruczałam pod nosem zbierając z biurka ostatnie zeszyty i pakując do torby.
-Danielle!- matka nadal się na mnie wydzierała.
-Przecież już idę!-tym razem odkrzyknęłam jej w odpowiedzi, powoli schodząc po schodach.
-Czemu ty tak późno wstajesz? Ja muszę dbać o to, żebyś zdążyła do szkoły?! Chodź wcześniej spać, a nie siedzisz po nocach- dopiero dzień się zaczął, a mojej matce wystarczyła jedna sprawa i już mnie ochrzaniła. Zapowiada się ciekawy dzionek.
-Po pierwsze: wcale nie wstałam późno, bo nie śpię od dawna. Po drugie: nie musisz dbać, bo nikt cię o to nie prosił. Po trzecie...-stałam pomieszczeniu, opierając się o blat kuchenny i wyliczając na palcach, już lekko podenerwowana, ale oczywiście mi przerwano.
-Nie pyskuj, dobrze? Tylko jedz, bo się spóźnisz- nie mając ochoty na dalszą wymianę zdań, po prostu zabrałam butelkę wody i wyszłam, trzaskając drzwiami. Idealny początek dnia...mogłam to nazwać po prostu moją codziennością. Zawsze tak było.
Mieszkałam w Los Angeles, więc wychodząc na dwór powitało mnie gorące powietrze, buchające mi prosto w twarz. Włożyłam słuchawki do uszu i zatopiłam się w muzyce, całkowicie odcinając od szarej rzeczywistości i zagłuszając myśli kołaczące się po głowie.
Wchodząc do szkoły, od razu w oczy rzuciła mi się postać mojej przyjaciółki. Wszędzie rozpoznałabym te długie, brązowe włosy z blond końcówkami. Bez skrępowania podeszłam do niej z zamiarem powitania.
-Cześć Vicky- powiedziałam przeciągając "e".
-No cześć- rzuciła mi tylko powitane spojrzenie, powracając do gapienia się w ekran telefonu. Ostatnio bardzo często z kimś pisze.
Czy ja o czymś nie wiem?
Chciałam żeby sobie kogoś znalazła. Nie byłaby już taka osamotniona, bo ja miałam chłopaka. Vicky zawsze była przy mnie wtedy, kiedy jej potrzebowałam i chciałam dla niej jak najlepiej.
Powoli wdrążyłam się w jej rozmowę z Tamarą, ale zadzwonił dzwonek informując nas o rozpoczęciu lekcji. Wszystkie trzy należałyśmy do tej samej klasy, więc udałyśmy się w to samo miejsce.
*
Lekcje jak zwykle były nudne i bezsensowne. Nic z tego co nas tam uczą, nie przyda nam się w życiu. No są jakieś wyjątki. Powoli oddalałam się od budynku szkoły kiedy ktoś zaszedł mnie od tyłu i zakrył dłońmi oczy. Z początku lekko się przestraszyłam, ale usłyszałam ten piękny, aksamitny, znajomy głos.
-Zgadnij kto to?- zaśmiał się.
-Mmm...Vicky?- powiedziałam, udając zdziwienie.
-Nie! Przecież ja nie mam głosu jak dziewczyna!- lekko oburzył się mój chłopak, ale po chwil znów się zaśmiał. Też nie mogłam powstrzymać chichotu. Odwróciłam się, delikatnie zdejmując jego dłonie z mojej twarzy. Patrzyłam w piękne, czekoladowe, wręcz czarne tęczówki.
-David, kotku...- zdążyłam powiedzieć, ponieważ tuż po tym usta zamknął mi soczysty buziak.
-Cześć, skarbie- usłyszałam odpowiedź.
Wtedy uświadomiłam sobie, że Davida nie było w szkole.
-Czemu nie byłeś w szkole?- postanowiłam zapytać w prost. To troszkę dziwne, że nie zauważyłam, iż mojego chłopaka nie było przy mnie prawie cały dzień.
-Aaa...zrobiłem sobie małą przerwę- odpowiedział po chwili zastanowienia. Wahał się...Pewnie chciał mnie okłamać. Znowu wagaruje, a nie wyjdzie mu to na dobre. Kiedyś wreszcie nauczyciele zauważą jego częste nieobecności...
-David, wiesz że źle robisz? Owszem może i ja też czasami mam ochotę na wagary i na nie pójdę, ale nie aż tak często. Nie chcę ci matkować, ale się martwię- chciałam mu w delikatny sposób przekazać, że tak częste "przerwy" w nauce, to nie najlepszy pomysł.
-Danielle, przecież wiesz, że nic się nie stanie, jeżeli raz czy dwa na jakiś czas, zrobię sobie malutką przerwę od zajęć- tłumaczył się chłopak. Bezskutecznie.
-Chyba dziennie- otwarcie zakpiłam.
-Oj przesadzasz...
-Dobrze. Skarbie nie mam najmniejszej ochoty się z tobą kłócić- odpuściłam wreszcie Nie chciałam robić mu za matkę i tak jemu nie dało się nic przegadać. To nie moja sprawa.
-Ja też nie. Naprawdę nie musisz robić problemu. Będzie okej- tym zakończyliśmy rozmowę na niezręczny temat.
-No to idzi...- chciałam zaproponować spacer, ale przerwał mi dzwonek mojego telefonu. Rzuciłam David'owi przepraszające spojrzenie i odebrałam.
-Słucham- powiedziałam do urządzenia, nawet nie sprawdzając kto dzwoni.
-Danielle wracaj do domu. Ojciec ma nam coś do powiedzenia i czekamy tylko na ciebie!- usłyszałam głos mojej mamy w słuchawce, a następnie tylko dźwięk zakończonego połączenia.
No tak. Sprawa typu "bardzo pilna". Przydałoby się wracać.
-To moja mama: muszę iść. Spotkamy się później- naprawdę nie miałam ochoty wracać. Chciałam porozmawiać z David'em, czego do dawna nie robiliśmy. Ale cóż: siła wyższa.
-Jasne. Do zoba- pożegnał się ze mną buziakiem i nawet nie czekając na moją odpowiedź odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę. Jedyne co mogłam później zaobserwować, stojąc jak idiotka, na środku chodnika ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, to to jak wyjmuje telefon i z kimś rozmawia.
Ruszyłam w stronę domu.
Ciekawe co takiego ma nam do przekazania ojciec, że aż zaszczycono mnie telefonem.
____________________________________________________________________________
Właśnie tak prezentuje się rozdział pierwszy! Mam nadzieję, że choć troszkę się komuś podoba. Z góry zaznaczam, że akcja będzie się toczyć dość powoli, ponieważ chcę Wam przybliżyć "sytuację" Danielle.
-Zgadnij kto to?- zaśmiał się.
-Mmm...Vicky?- powiedziałam, udając zdziwienie.
-Nie! Przecież ja nie mam głosu jak dziewczyna!- lekko oburzył się mój chłopak, ale po chwil znów się zaśmiał. Też nie mogłam powstrzymać chichotu. Odwróciłam się, delikatnie zdejmując jego dłonie z mojej twarzy. Patrzyłam w piękne, czekoladowe, wręcz czarne tęczówki.
-David, kotku...- zdążyłam powiedzieć, ponieważ tuż po tym usta zamknął mi soczysty buziak.
-Cześć, skarbie- usłyszałam odpowiedź.
Wtedy uświadomiłam sobie, że Davida nie było w szkole.
-Czemu nie byłeś w szkole?- postanowiłam zapytać w prost. To troszkę dziwne, że nie zauważyłam, iż mojego chłopaka nie było przy mnie prawie cały dzień.
-Aaa...zrobiłem sobie małą przerwę- odpowiedział po chwili zastanowienia. Wahał się...Pewnie chciał mnie okłamać. Znowu wagaruje, a nie wyjdzie mu to na dobre. Kiedyś wreszcie nauczyciele zauważą jego częste nieobecności...
-David, wiesz że źle robisz? Owszem może i ja też czasami mam ochotę na wagary i na nie pójdę, ale nie aż tak często. Nie chcę ci matkować, ale się martwię- chciałam mu w delikatny sposób przekazać, że tak częste "przerwy" w nauce, to nie najlepszy pomysł.
-Danielle, przecież wiesz, że nic się nie stanie, jeżeli raz czy dwa na jakiś czas, zrobię sobie malutką przerwę od zajęć- tłumaczył się chłopak. Bezskutecznie.
-Chyba dziennie- otwarcie zakpiłam.
-Oj przesadzasz...
-Dobrze. Skarbie nie mam najmniejszej ochoty się z tobą kłócić- odpuściłam wreszcie Nie chciałam robić mu za matkę i tak jemu nie dało się nic przegadać. To nie moja sprawa.
-Ja też nie. Naprawdę nie musisz robić problemu. Będzie okej- tym zakończyliśmy rozmowę na niezręczny temat.
-No to idzi...- chciałam zaproponować spacer, ale przerwał mi dzwonek mojego telefonu. Rzuciłam David'owi przepraszające spojrzenie i odebrałam.
-Słucham- powiedziałam do urządzenia, nawet nie sprawdzając kto dzwoni.
-Danielle wracaj do domu. Ojciec ma nam coś do powiedzenia i czekamy tylko na ciebie!- usłyszałam głos mojej mamy w słuchawce, a następnie tylko dźwięk zakończonego połączenia.
No tak. Sprawa typu "bardzo pilna". Przydałoby się wracać.
-To moja mama: muszę iść. Spotkamy się później- naprawdę nie miałam ochoty wracać. Chciałam porozmawiać z David'em, czego do dawna nie robiliśmy. Ale cóż: siła wyższa.
-Jasne. Do zoba- pożegnał się ze mną buziakiem i nawet nie czekając na moją odpowiedź odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę. Jedyne co mogłam później zaobserwować, stojąc jak idiotka, na środku chodnika ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, to to jak wyjmuje telefon i z kimś rozmawia.
Ruszyłam w stronę domu.
Ciekawe co takiego ma nam do przekazania ojciec, że aż zaszczycono mnie telefonem.
____________________________________________________________________________
Właśnie tak prezentuje się rozdział pierwszy! Mam nadzieję, że choć troszkę się komuś podoba. Z góry zaznaczam, że akcja będzie się toczyć dość powoli, ponieważ chcę Wam przybliżyć "sytuację" Danielle.
ZAPRASZAM DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA
LoLa
Tą pierwszą część mogłaś w sumie dać do prologu ;P I przepraszam bardzo: co knuje jej chłopak??? Ogólnie bardzo fajnie;)
OdpowiedzUsuńHeh jesteś pierwszą osobą, która skomentowała bloga- dziękuje :) Mam nadzieję, że spodobają Ci się dalsze rozdziały :)
OdpowiedzUsuń