wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 1

Kiedyś codziennie wstawałam rano z myślą, że dziś będzie "mój dzień", wreszcie wyjdę ze swojej skorupy i pokaże jaka jestem naprawdę. Lecz coś zawsze stawało mi na przeszkodzie. Zawsze. Nie miałam w nikim wsparcia. Matka nigdy we mnie nie wierzyła; w moje możliwości, umiejętności, ambicje. Każdego dnia powtarzano mi jakim jestem leniem, nierobem i tym podobne. Chyba w końcu sama zaczęłam w to wierzyć, mimo że prawda była inna. Ojciec był jeszcze gorszy-  tyranizował całą rodzinę, tak że czasami uciekałam z domu. Rodzeństwo? No właśnie. Moje rodzeństwo składało się z młodszego pięcioletniego braciszka. Rodzice to jemu poświęcali większość czasu więc ja schodziłam na kolejne plany...tuż po pracy, zakupach, obowiązkach domowych i wielu innych rzeczach. Nie liczyłam się w domu, chyba że ktoś czegoś od mnie potrzebował. Jedyną podporą była moja najlepsza przyjaciółka. Z czasem pojawił się też chłopak. Zawiodłam się na bardzo wielu ludziach, ale im ufałam bezgranicznie, wbrew moim postanowieniom, które zakazywały mi ufności wobec ludzi.
Sądziłam, że to życie jest nie do zniesienia, ale nie wiedziałam co zgotował dla mnie dalszy los. Pragnęłam zmian, więc je dostałam...



-Danielle! Wstawaj wreszcie!-do moich uszu dobiegł krzyk mojej mamy z parteru. Mimo, że od jakichś dobrych 40 minut nie spałam, to mama, tego nie zauważyła i przypomniała sobie o tym, że przydałoby się mnie obudzić o 7.30.
-Idę...-wymruczałam pod nosem zbierając z biurka ostatnie zeszyty i pakując do torby.
-Danielle!- matka nadal się na mnie wydzierała.
-Przecież już idę!-tym razem odkrzyknęłam jej w odpowiedzi, powoli schodząc po schodach.
 -Czemu ty tak późno wstajesz? Ja muszę dbać o to, żebyś zdążyła do szkoły?! Chodź wcześniej spać, a nie siedzisz po nocach- dopiero dzień się zaczął, a mojej matce wystarczyła jedna sprawa i już mnie ochrzaniła. Zapowiada się ciekawy dzionek.
-Po pierwsze: wcale nie wstałam późno, bo nie śpię od dawna. Po drugie: nie musisz dbać, bo nikt cię o to nie prosił. Po trzecie...-stałam pomieszczeniu, opierając się o blat kuchenny i wyliczając na palcach, już lekko podenerwowana, ale oczywiście mi przerwano.
-Nie pyskuj, dobrze? Tylko jedz, bo się spóźnisz- nie mając ochoty na dalszą wymianę zdań, po prostu zabrałam butelkę wody i wyszłam, trzaskając drzwiami. Idealny początek dnia...mogłam to nazwać po prostu moją codziennością. Zawsze tak było.
Mieszkałam w Los Angeles, więc wychodząc na dwór powitało mnie gorące powietrze, buchające mi prosto w twarz. Włożyłam słuchawki do uszu i zatopiłam się w muzyce, całkowicie odcinając od szarej rzeczywistości i zagłuszając myśli kołaczące się po głowie.

Wchodząc do szkoły, od razu w oczy rzuciła mi się postać mojej przyjaciółki. Wszędzie rozpoznałabym te długie, brązowe włosy z blond końcówkami. Bez skrępowania podeszłam do niej z zamiarem powitania.
-Cześć Vicky- powiedziałam przeciągając "e".
-No cześć- rzuciła mi tylko powitane spojrzenie, powracając do gapienia się w ekran telefonu. Ostatnio bardzo często z kimś pisze.  
Czy ja o czymś nie wiem? 
Chciałam żeby sobie kogoś znalazła. Nie byłaby już taka osamotniona, bo ja miałam chłopaka. Vicky zawsze była przy mnie wtedy, kiedy jej potrzebowałam i chciałam dla niej jak najlepiej.
Powoli wdrążyłam się w jej rozmowę z Tamarą, ale zadzwonił dzwonek informując nas o rozpoczęciu lekcji. Wszystkie trzy należałyśmy do tej samej klasy, więc udałyśmy się w to samo miejsce.

*

Lekcje jak zwykle były nudne i bezsensowne. Nic z tego co nas tam uczą, nie przyda nam się w życiu. No są jakieś wyjątki. Powoli oddalałam się od budynku szkoły kiedy ktoś zaszedł mnie od tyłu i zakrył dłońmi oczy. Z początku lekko się przestraszyłam, ale usłyszałam ten piękny, aksamitny, znajomy głos.
-Zgadnij kto to?- zaśmiał się.
-Mmm...Vicky?- powiedziałam, udając zdziwienie.
-Nie! Przecież ja nie mam głosu jak dziewczyna!- lekko oburzył się mój chłopak, ale po chwil znów się zaśmiał. Też nie mogłam powstrzymać chichotu. Odwróciłam się, delikatnie zdejmując jego dłonie z mojej twarzy. Patrzyłam w piękne, czekoladowe, wręcz czarne tęczówki.
-David, kotku...- zdążyłam powiedzieć, ponieważ tuż po tym usta zamknął mi soczysty buziak.
-Cześć, skarbie- usłyszałam odpowiedź.
Wtedy uświadomiłam sobie, że Davida nie było w szkole.
-Czemu nie byłeś w szkole?- postanowiłam zapytać w prost. To troszkę dziwne, że  nie zauważyłam, iż mojego chłopaka nie było przy mnie prawie cały dzień.
-Aaa...zrobiłem sobie małą przerwę- odpowiedział po chwili zastanowienia. Wahał się...Pewnie chciał mnie okłamać. Znowu wagaruje, a nie wyjdzie mu to na dobre. Kiedyś wreszcie nauczyciele zauważą jego częste nieobecności...
-David, wiesz że źle robisz? Owszem może i ja też czasami mam ochotę na wagary i na nie pójdę, ale nie aż tak często. Nie chcę ci matkować, ale się martwię- chciałam mu w delikatny sposób przekazać, że tak częste "przerwy" w nauce, to nie najlepszy pomysł.
-Danielle, przecież wiesz, że nic się nie stanie, jeżeli raz czy dwa na jakiś czas, zrobię sobie  malutką przerwę od zajęć- tłumaczył się chłopak. Bezskutecznie.
-Chyba dziennie- otwarcie zakpiłam.
-Oj przesadzasz...
-Dobrze. Skarbie nie mam najmniejszej ochoty się z tobą kłócić- odpuściłam wreszcie Nie chciałam robić mu za matkę i tak jemu nie dało się nic przegadać. To nie moja sprawa. 
-Ja też nie. Naprawdę nie musisz robić problemu. Będzie okej- tym zakończyliśmy rozmowę na niezręczny temat.
-No to idzi...- chciałam zaproponować spacer, ale przerwał mi dzwonek mojego telefonu. Rzuciłam David'owi przepraszające spojrzenie i odebrałam.
-Słucham- powiedziałam do urządzenia, nawet nie sprawdzając kto dzwoni.
-Danielle wracaj do domu. Ojciec ma nam coś do powiedzenia i czekamy tylko na ciebie!- usłyszałam głos mojej mamy w słuchawce, a następnie tylko dźwięk zakończonego połączenia.  
No tak. Sprawa typu "bardzo pilna". Przydałoby się wracać. 
-To moja mama: muszę iść. Spotkamy się  później- naprawdę nie miałam ochoty wracać. Chciałam porozmawiać z David'em, czego do dawna nie robiliśmy. Ale cóż: siła wyższa.
-Jasne. Do zoba- pożegnał się ze mną buziakiem i nawet nie czekając na moją odpowiedź odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę. Jedyne co mogłam później zaobserwować, stojąc jak idiotka, na środku chodnika ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, to to jak wyjmuje telefon i z kimś rozmawia.
Ruszyłam w stronę domu.  
Ciekawe co takiego ma nam do przekazania ojciec, że aż zaszczycono mnie telefonem. 


____________________________________________________________________________
  
Właśnie tak prezentuje się rozdział pierwszy! Mam nadzieję, że choć troszkę się komuś podoba. Z góry zaznaczam, że akcja będzie się toczyć dość powoli, ponieważ chcę Wam przybliżyć "sytuację" Danielle.

ZAPRASZAM DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA 



LoLa

2 komentarze:

  1. Tą pierwszą część mogłaś w sumie dać do prologu ;P I przepraszam bardzo: co knuje jej chłopak??? Ogólnie bardzo fajnie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh jesteś pierwszą osobą, która skomentowała bloga- dziękuje :) Mam nadzieję, że spodobają Ci się dalsze rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń